Czerwcowy upał nie mija.
Powietrze stoi, duszne i nieruchome.
Oplata grzbiety książek, osiada na parapetach.
Żaluzje opuszczone do połowy.
Dom zanurzony w półmroku.
Okna szczelnie zamknięte.
Cisza zalega w pokojach – gęsta, ciepła, leniwa.
W jej środku śpi kot i pochrapuje ledwie dosłyszalnie.
Kuchnia pracuje na pół gwizdka.
Przygotowany zawczasu różowy chłodnik pachnie koperkiem.
Schłodzone czereśnie wybuchają w ustach zimnym sokiem.
Na kromce złocistego chleba, lekko ciepłej i chrupiącej na brzegach,
bób miesza się z listkami mięty i cytrynową skórką.
Pasta z bobu z miętą i cytryną
500 g bobu
skórka otarta z 1 cytryny
10-15 listków mięty
3 łyżki tartego pecorino
2 łyżki oliwy
3 łyżki soku z cytryny
czarny pieprz
sól
Do podania
chleba na zakwasie
czosnek
wiórki pecorino
listki mięty
oliwa
Bób w łupinkach wrzucić do wrzącej wody, gotować 2-3 minuty,
odcedzić i przełożyć do wody z lodem, żeby zachował kolor.
Bób obrać. Część zostawić w całości do dekoracji, resztę podzielić na pół.
Jedną połowę rozgnieść na gładką pastę, resztę rozgnieść zostawiając większe kawałki.
Listki mięty, otartą skórkę z cytryny i szczyptę soli rozetrzeć w moździerzu na pastę.
Wymieszać z rozgniecionym bobem, dodać sok z cytryny, oliwę i pecorino.
Doprawić do smaku solą i mielonym czarnym pieprzem.
Dodać więcej soku z cytryny lub pecorino, według uznania.
Kromki chleba na zakwasie posmarować oliwą i podsmażyć na patelni na złoto.
Można posmarować je czosnkiem.
Na kromki nałożyć pastę z bobu, ułożyć kilka zachowanych w całości ziaren,
skropić dodatkowa oliwą, posypać wiórkami pecorino i posypać małymi listkami mięty.
Bób na cztery ręce w dwóch kuchniach w gorący czerwcowy dzień.
U mnie z dodatkiem orzeźwiającej cytryny i mięty.
A za Kuchennymi Drzwiami?



Pasta z bobu...jaka fantastyczna! Idealna na ten czerwcowy czas. Można jeść bez końca. Dziękuję za spotkanie z bobem. Było pysznie.
OdpowiedzUsuń