piątek, 15 lutego 2013

Cytrynowy posset Gordona Ramsaya




Coraz dłuższe dni.
Coraz głośniejszy świergot ptaków o poranku.
Zima powoli odchodzi.
To ostatni dzwonek na cytryny i pomarańcze bez ortofe...coś tam.
Nigdy nie miałam głowy do tych chemicznych nazw.
Wyciskam sok z cytryn, skórkę wkładam do zmywarki.
Miałam zrobić tartę cytrynową z bezą.
Może innym razem.
Dziś coś prostszego.
Trzy składniki, dziesięć minut pracy,
kilka godzin w lodówce i mam wykwintny deser.




Kiedy wszystko jest gotowe, nadciągają ciemne chmury.
Czekając na światło, wsadzam trzy pestki do doniczki.
Czy wzejdą, zakwitną, zaowocują?
Miło by było mieć własne drzewko cytrusowe,
z którego mogłabym zrywać soczyste owoce,
których nikt nie pryska substancjami o dziwnie brzmiących nazwach.
Chmury przechodzą, a ja zaczynam robić zdjęcia.
Zastanawiam się, czy u Amber opadła już mgła
i czy uda Jej się uwiecznić nasze cytrusowe gotowanie.




Cytrynowy posset 
na podstawie przepisu Gordona Ramsaya

300 ml śmietany kremówki
75 g cukru pudru
sok z 2 cytryn

Śmietanę z cukrem zagotować, podgrzewać 3 minuty ciągle mieszając.
Zdjąć z ognia i mieszając dodać sok z cytryny.
Całość powinna szybko gęstnieć.
Studzić przez 5 minut, przelać do niewielkich szklanek.
Chłodzić 3 godziny lub całą noc.
Podawać z herbatnikami, owocami jagodowymi lub pistacjami.





27 komentarzy:

  1. Magda,
    cudowny!
    Jutro zabieram się za ten boski deser.
    A może jeszcze dziś?
    Bardzo piękne cytrusowe spotkanie.
    Dziękuję!

    P.S.Czekanie na światło bardzo mnie eksploatuje psychicznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu,
      ile ja bym dała, żeby móc zrobić Twoją konfiturę...
      Dziękuję za to spotkanie!

      P.S. Już niedługo światła będzie pod dostatkiem:)
      Do wiosny już naprawdę niedaleko!

      Usuń
  2. byłoby wspaniale móc cieszyć się każdego dnia pachnącymi owocami u siebie,w doniczce:)dzięki za inspiracje i ten prosty,acz niebanalny deser.

    OdpowiedzUsuń
  3. Madziu ja poproszę o taką szklaneczkę :))
    Mamy w pracy kwiatek (czy jak to nazwać?) cytryny - całkiem spory już jest! Ma kilkaaa lat i jeszcze cytrynki nie było :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny deser. Piękny wpis ;) Pozdrawiam, gingerbreath.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. piękny deser! tak mało składników, a tak bardzo kuszący!:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fantastyczny, prosty deser, przepięknie podany.

    OdpowiedzUsuń
  7. cudownie prosty i elegancki deser!!! i zdjęcia cudowne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dłuższe, dłuższe te dni rzeczywiście:)
    A co robisz ze skórką w zmywarce...????
    Zdjęcia pycha:)
    Jeszcze kosztuję sycylijskie cytrusy - ja to mam dobrze....;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Magda! Nie wiem co bardziej podziwiać deser czy zdjęcia? Fenomalne!!! Dawno nic mnie tak nie zachwyciło! I chyba zmienię moje plany co do posset na cytrynowy - miałam w planach inny, ale poczeka:)
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  10. o! to jest deser dla mnie! nie onieśmiela mnie wykonaniem ;)) i te pistacje (uwielbiam ten kolor!)! :) uściski!

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowności! Pojadłabym sobie takie pyszności...
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  12. ale wspaniałości i przefantastycznie to sfotografowałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Baaaardzo wykwinty deser, baaaardzo wykwintnie podany i cudownie pokazany!:)
    Ale Ty robisz piekne zdjecia Magdalenko!:)
    Pieknej niedzieli Ci zycze!:*

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam takie przepisy. Prościej być nie może, a przy tym jest cudownie pysznie :)
    Cytrusy poprawiają humor, w oczekiwaniu na wiosnę!

    OdpowiedzUsuń
  15. Cytrusowa pychota, dobra na dłuższe dni, zdecydowanie! Słonka dużo!

    OdpowiedzUsuń
  16. Moniko,
    wiara czyni cuda, więc wierzę, podlewam i czekam na pierwsze zielone listki.
    Cała przyjemność po mojej stronie:)

    Alucho,
    nie pomagasz wiesz:P
    A rozmawiacie z nią, z cytrynką znaczy się?
    Swoją drogą muszę poczytać, jak ją pielęgnować.
    A deserkiem proszę się częstować do woli!:)

    Nashelly
    dziękuję:)

    Goh,
    od dawna mnie kusił i w końcu udało mu się!:)

    Droczilko,
    dziękuję bardzo:)

    Wiewióro,
    cudownie to się czyta takie pochwały:)

    Olu,
    mało pracy, a sprawdzi się nawet na eleganckim przyjęciu:)

    Kulinarny Zenit,
    syte i dlatego zrobiłam bardzo małe porcje,
    a później zjadłam dwie na raz;)

    Ewelajno,
    skórką nabłyszczam szkło w zmywarce.
    Wkładam do kosza na sztućce, a reszta dzieje się sama:)
    Dziękuję i pozdrowienia przesyłam!

    Anno-Mario,
    To bardzo, bardzo miłe słowa:)
    Ściskam mocno!

    Olgo,
    doskonale Cię rozumiem, a deser polecam:)
    Koniecznie z pistacjami!

    Anko Wrocławianko,
    podjadaj do woli:)
    Pozdrawiam ciepło!

    Marto,
    dziękuję, bardzo mi miło:)

    Kachno,
    się zaczerwieniłam normalnie:)
    Staram się jak mogę, choć nie zawsze wychodzi tak, jakbym chciała;)
    Uścisków moc przesyłam!

    Burczymiwbrzuchu,
    a wiosna już całkiem niedaleko!:)

    Kamilo,
    zdecydowanie tak!
    I ja Tobie słonka życzę:)

    Tofko,
    :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jejku, z tymi pistacjami wygląda obłędnie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i smakuje też całkiem nieźle;)
      Dziękuję!:)

      Usuń
  18. Niewyobrażalnie piękny i uroczy z powodu prostoty!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Jaki pyszny deser, wygląda jest jak zapowiedź wiosny, spod śnieżno-śmietanowego spodu wyłaniają się optymistyczne zielenie i żółcie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Wczoraj nabyłam książkę Ramseya, w której zainteresował mnie ten właśnie deser, u Ciebie wypada jeszcze ładniej. Bardzo mi się podoba pistacjowa posypka. Szkoda, że zima wróciła... jak co roku miałam nadzieję na zaskakująco szybką zamianę zimy z wiosną :) a tu masz Ci los, śnieg prószy i prószy.

    OdpowiedzUsuń
  21. Obawiam się, że ortofe... coś tam są z nami o każdej porze roku, ale prawdą jest, że nic tak nie smakuje zimą jak słodziutkie pomarańcze ;)) Deser cuudny i zdjęcia też.

    OdpowiedzUsuń
  22. Magdo,
    i do tego smaczny:)

    Ivko,
    to taki deserowy przebiśnieg;)

    Ago,
    dziękuję:D
    U nas też sypie i nie zapowiada się, żeby miało przestać;)
    Oby do wiosny!

    Katarzynko,
    ale zimą, w jednym ze sklepów w mojej mieścinie, można nabyć takie bez ortofe...
    Pachną inaczej, smakują inaczej i nie oblepiają palców przy obieraniu:)
    Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń