Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antek. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 lutego 2017

Kot Poświatowskiej i bardzo chrrrupiące, słodko słone ciasteczka.





KOT

ja mam pana boga w futrze
kiedy się przeciągam wzdłuż
czuję jego palce
wyprężone na grzbiecie

on - w mięśniach moich nóg
kroczy ciszej
niż okrągły księżyc
po przyczajonym niebie

nie płoszmy gałęzi
wiatr
trzepocze nam w pysku
skrzydłem głupiego wróbla

oblizuję wąsy
z ciepłej krwi
zmrużony - śpiewam hymn
- o dobrym bogu

Halina Poświatowska






Słodko słone ciastka z przyprawami

325 g mąki
spora szczypta (3-4 g) soli himalajskiej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
120 g płatków migdałowych lub posiekanych migdałów
2 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/4 łyżeczki goździków
1/4 łyżeczki imbiru
170 g brązowego cukru
200 g masła
1 laska wanilii
1 jajo

Mąkę wymieszać z solą proszkiem do pieczenia, sypkimi przyprawami i migdałami.
Cukier utrzeć z masłem na puszystą masę, połączyć z sypkimi składnikami.
Dodać ziarenka wanilii i jajko, starannie wyrobić.
Uformować płaski placek, owinąć folią i włożyć do lodówki na co najmniej godzinę.
Po wyjęciu z lodówki, rozwałkować ciasto na grubość ok. 5 mm.
Wycinać foremką ciasteczka, układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Piec w 200 st. C przez około 15 minut.
Przechowywać w szczelnym pojemniku.








środa, 13 maja 2015

Boczniaki spod tarasu i grzanki pachnące czosnkiem niedźwiedzim





Na początku to po prostu słomiany balot zawinięty w folię.
Pomocnik Kuchenny robi mu miejsce pod tarasem,
gdzie nie dochodzi zbyt wiele słonecznego światła.
Po kilku dniach na słomie pojawiają się małe kuleczki
i od tego momentu wszystko dzieje się w przyspieszonym tempie.
Kuleczki zaczynają przybierać kształt grzybów i rosną jak na drożdżach.
Wtedy do akcji wkraczam ja i zaczynam grzybobranie.
Tak, muszę przyznać, że trochę brakuje mi zapachu lasu,
który jest nieodłącznym atrybutem jesiennego zbioru grzybów,
ale za to mam pewność, że nie wrócę do domu z pustym koszem.;)




Grzanki z boczniakami i czosnkiem niedźwiedzim 

Ten przepis nie zawiera konkretnych ilości, niech każdy używa ich według własnych upodobań,
pamiętając, że boczniaki po usmażeniu zmniejszą objętość mniej więcej o połowę.

boczniaki
masło
świeży czosnek niedźwiedzi
ser typu taleggio*
orzechy włoskie uprażone na suchej patelni
oliwa
ząbek czosnku do posmarowania grzanek
olej z orzechów włoskich
pieprz
sól

Boczniaki pokroić na mniejsze kawałki i smażyć na maśle,
na niezbyt dużym ogniu przez kilka minut, aż zmiękną i nabiorą złotej barwy.
Kiedy boczniaki są gotowe, dodać pokrojony w paseczki czosnek niedźwiedzi,
sporą szczyptę pieprzu oraz soli, wymieszać i zdjąć z ognia.
W międzyczasie bagietkę pokroić na kromki, skropić oliwą i zrumienić w piekarniku.
Kromki natrzeć delikatnie czosnkiem i na każdą z nich położyć kawałek sera,
włożyć na chwilę do piekarnika, do czasu aż ser lekko się rozpuści.
Grzanki ułożyć na talerzu, nałożyć na nie ciepłe grzyby,
posypać posiekanymi orzechami oraz świeżo mielonym pieprzem
i skropić olejem z orzechów włoskich.

* użyłam dojrzałego, łagodnego w smaku sera z mleka krowiego z gospodarstwa Kozie Frykasy.






wtorek, 17 lutego 2015

Dzień Kota i dwa przepisy na śledzie dla zabieganych





Około czwartej nad ranem Dyzio wyskakuje z łóżka,
zjada kilka chrupek i zaczyna skrobać w balkonowe drzwi.
Naciągam kołdrę na głowę, licząc na to, że za chwilę przestanie.
Zamiast tego on coraz intensywniej pociera łapami o szybę,
wydając przy tym przeraźliwie piszczący dźwięk.
Wstaję i zamykam drzwi do sypialni, staram się zasnąć.
Mniej więcej godzinę później, w dolnej części łóżka,
Antek przeciąga się i zaczyna poranną toaletę.
Podciągam stopy bliżej tułowia przewidując jego kolejny ruch.
Chwilę potem uzbrojona łapa zaczyna poszukiwania pod kołdrą.
Później szturcha mnie łapką w ramię, dotyka nosem mój policzek,
skacze z parapetu na książkową wieżę na nocnym stoliku,
maszeruje po łóżku w tę i z powrotem, nie omijając naszych ciał.
Ponownie poluje na stopy, tym razem Pomocnika Kuchennego.
Kiedy te wszystkie zabiegi nie odnoszą oczekiwanego skutku,
staje na poduszce i mrucząc głośno i rozkosznie,
delikatnie wbija zęby w moją głowę i ciągnie za włosy.
Wstaję i wypuszczam kocie towarzystwo na dwór.
Wracam do łóżka, mam jeszcze dwie godziny snu.
Dzień Kota, czyli dzień jak co dzień.;)




Wiem, że dziś koty są najważniejsze i to one będą przez Was rozpieszczane,
ale nie zapomnijcie również o rozkoszach swojego podniebienia.;)
Dla Was ode mnie, z okazji ostatków, dwa przepisy na śledzie, na które nie trzeba długo czekać.




Sałatka z matiasów z burakami i jabłkiem

6 połówek matiasów
1/2 czerwonej cebuli
2 ogórki konserwowe
1 kwaśne jabłko
sok z cytryny
1 duży ugotowany burak
1 łyżka kaparów
100 g gęstej śmietany 12% lub tłustego jogurtu
1/2 łyżeczki musztardy
2 łyżki białego octu balsamicznego
pieprz
sól
cukier
koperek, do przybrania

Matiasy umyć, osuszyć i pokroić w 2 cm kawałki.
Cebulę, buraki i jabłka pokroić w drobną kostkę.
Jabłka zaraz po krojeniu skropić sokiem z cytryny.
Małe kapary zostawić w całości, duże posiekać.
Śmietanę wymieszać z musztardą i octem.
Doprawić cukrem, pieprzem i solą.
Wszystkie składniki wymieszać i wstawić na 1 godzinę do lodówki.
Przed podaniem posypać posiekanym koperkiem.




Matiasy w sosie śmietanowym

5 połówek matiasów
150 g gęstej śmietany 12%
1 łyżka majonezu
1 łyżka musztardy
cukier
pieprz
sól
1 łyżka posiekanego koperku

Matiasy umyć, osuszyć i pokroić w 2 cm kawałki.
Śmietanę wymieszać z majonezem, musztardą i koperkiem,
doprawić cukrem, pieprzem i solą.
Sosem polać matiasy i wstawić na 1 godzinę do lodówki.






środa, 6 sierpnia 2014

Niekulinarnie i niezbyt przyjemnie... podpisz, jeżeli nie jest Ci obojętne cierpienie zwierząt!





Człowiek, to najgorsze co mogło przydarzyć się ziemi.
Zachłanny, bezduszny, okrutny i bezlitosny.
Przywłaszczył sobie prawo panowania nad światem,
choć nie wiadomo na jakiej podstawie.
Zanieczyszczamy, trujemy, niszczymy, torturujemy, zabijamy...
Zamykamy w klatkach dla własnej przyjemności.
Okaleczamy i zmuszamy do pracy ponad siły.
W normalnym świecie, zabija się w celu zdobycia pokarmu.
W naszym dla rozrywki i pieniędzy.
Cierpią bezbronni, a my kupujemy sobie kolejny wypasiony samochód.
Jesteśmy beznadziejnie beznadziejni!




Nie myślą, nie czują, nie pamiętają?
Dlaczego więc ten kot po trzech latach od zabrania go z ulicy 
wciąż kuli się, kiedy zbyt gwałtownie podnoszę rękę?




Jeżeli nie jest Ci obojętny los zwierząt i jest to zgodne z Twoim sumieniem 
podpisz tę petycję i również.



środa, 25 września 2013

Zupełnie z innej beczki i Koci Dom Tymianka



Kilka dni temu widziałam pewną scenkę,
która bardzo zapadła mi w pamięć.
Teraz znalazłam powód, aby się nią z Wami podzielić.




Idąc do pracy, w samym centrum miasta,
zobaczyłam panią z siwym kokiem na głowie
i siatką zmarszczek na twarzy.
Szła obok kota 'w białych skarpetkach',
a może to on szedł obok niej, po chodniku.
Staruszka zatrzymała się przy barierce
otaczającej wielkie drzewo, 
wokół którego już dawno przestała rosnąć trawa.
Kot podniósł głowę, popatrzył na panią,
a potem wszedł za barierkę na piasek.
Jako że słabość mam do 'białych skarpetek',
zatrzymałam się na moście i podglądałam ich z góry.
Kot szybko zrobił, co zrobić zamierzał.
Posprzątał po sobie, zagrzebując piasek łapą, 
wrócił do pani, stanął obok niej z uniesioną głową,
a ona czule go pogłaskała.
Kiedy się prostowała, widać było grymas bólu na jej twarzy.
Potem odwrócili się tyłem do miejsca, w którym stałam
i powoli, małymi krokami zaczęli się oddalać,
w stronę domu, jak przypuszczam.


Ten kot ma wspaniałego, kochającego opiekuna,
jednak nie wszystkie koty mają takie szczęście.
Dlatego właśnie pewna Anka wpadła na pomysł,
a Ori temu pomysłowi przyklasnęła.
Zajrzyjcie tu (klik!) proszę i jeżeli możecie, 
wesprzyjcie, bo każdy grosz się liczy,
Dzięki temu wsparciu można uratować wiele istnień
i dać im szansę na normalne życie,
a przecież każdy kot zasługuje na swojego człowieka:)


poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Chleb Młynarza, kapryśny zakwas i wspólne pieczenie





Niewiele brakowało, aby ten wpis się nie pojawił.
Nie z braku czasu, choć tego zawsze za mało,
czy z braku chęci, lecz z powodu kapryśnego zakwasu,
który przez kilka tygodni dawał tylko znikome oznaki życia,
mimo mojej troskliwej nad nim opieki.
Nie wykazywał chęci współpracy, jednak wciąż dawał nadzieję.
Dokarmiałam go i wierzyłam, że jego kilkuletni żywot nie dobiegnie końca właśnie teraz
Mijał dzień za dniem, upalnie, bez żadnej poprawy i moja wiara zaczęła słabnąć.
W międzyczasie upiekłam kilka drożdżowych bochenków,
ale tęskniłam za chlebem na zakwasie.
Kiedy już miałam się poddać,
gdy wydawało się, że nic z tego nie będzie,
zadziałała chyba magia wspólnego pieczenia :)
Zakwas ożył!
To był ostatni moment, aby zdążyć...




Znów mogę cieszyć się pieczywem na zakwasie
i  nie ominęło mnie kolejne wspólne pieczenie z:

Amber Kuchennymi Drzwiami
Anią Bajkorada
Bożeną Smakowe kubki
Chantel Przy kubku kawy
Małgosią Kocham gary
Margo Kuchnia Alicji
Marzeną Zacisze kuchenne
Renatą S Forks'N'Canvas Art food, która wybrała dla nas przepis
Wisłą Zapach chleba


 


Chleb Młynarza
Na podstawie przepisu Hamelmana

Skladniki na 1 bochenek

Zaczyn 
65 g mąki pszennej chlebowej typ 850
45 g wody
1 łyżka aktywnego zakwasu 
żytniego

Wszystkie składniki wymieszać, p
rzykryć folią 
i zostawić w temperaturze pokojowej na 12 godzin (całą noc).




Ciasto właściwe
365 g mąki pszennej chlebowej typ 850
20 g mąki żytniej typ 2000
250 g wody
pół łyżki soli
cały zaczyn

Wszystkie składniki oprócz soli mieszać mikserem na wolnych obrotach przez 1 minutę,
przykryć folią lub ściereczką i odstawić na 30-60 minut. 
Dodać sól i mieszać na wolnych obrotach przez kilka minut. 
Ciasto wyjąć na obsypany mąką blat i jeśli jest zbyt lejące,
wgnieść trochę mąki, tak aby ciasto pozostało dość wilgotne i klejące.
Przełożyć do wysmarowanej olejem miski, przykryć folią 
odstawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na 2,5 godziny. 
W czasie wyrastania należny co 45 minut wyjąć ciasto na blat obsypany mąką
i odgazować, składając na trzy i po obróceniu o 90 stopni jeszcze raz na trzy.
Kiedy ciasto podwoi objętość, uformować wąski bochenek, 
umieścić w obsypanym mąką koszyku do wyrastania, szwem do góry. 
Wierzch obsypać obficie mąką, przykryć 
i odstawić do wyrośnięcia na około 2 godziny 
lub do momentu, aż niemalże podwoi objętość.
Piekarnik z kamieniem do pieczenia lub blachą nagrzać do 220°C. 
Gdy piekarnik jest odpowiednio gorący, delikatnie przerzucić chleb na kamień lub blachę
i naciąć bochenek przez środek na głębokość 3 cm bardzo ostrym nożem, skalpelem lub żyletką.
Wstawić chleb do piekarnika, jednocześnie wrzucając na dno kilka kostek lodu, aby wytworzyć parę.
Jeżeli piekarnik posiada specjalny program do pieczenia chleba, kostki lodu nie będą koniecznie.
Piec około 35 minut.
Po upieczeniu, chleb postukany od spodu, powinien wydawać głuchy dźwięk. 
Studzić na kratce.



Antek, który nigdy nie przepuści okazji 
do podjedzenia świeżego, wiejskiego masła;)



środa, 24 kwietnia 2013

Wielkie odkrycie i klasyczne lody waniliowe





To była miłość od pierwszego wejrzenia.
Wystarczyło jedno spojrzenie, żeby odkryć jego imię.
Antoni, zwany Antkiem, Tuśkiem lub Tuniolem.
Najcudowniejszy i najmądrzejszy Kot na świecie:)
Nigdy nie zrozumiem, jak ktoś mógł chcieć się go pozbyć.




Zupełnie inaczej było z małym nicponiem,
który pojawił się u nas któregoś wrześniowego popołudnia.
Wszędobylski, żarłoczny i przesłodki.
Nie miał imienia.
Wołaliśmy na niego Mały.
Mijały miesiące, Mały rósł jak na drożdżach,
rozrabiał i powoli zaskarbiał sobie naszą sympatię.
Imię się jednak nie pojawiało.
Dopiero całkiem niedawno przyszło olśnienie.
Jak mogłam wcześniej tego nie zauważyć?!
Proszę państwa oto DYZIO we własnej, kociej osobie!




Miłością Dyzia jest chleb na różnych etapach przygotowania.
Nie pogardzi ciastem na zakwasie ani tym drożdżowym.
Zajada ze smakiem awokado i rukolę.
Ostatnio odkrył daktyle i codziennie się ich domaga.
Uwielbia również lody na bazie mleka lub śmietanki.
Z okazji tego wielkiego odkrycia zapraszam Was na jego ulubione lody waniliowe.
Niestety Ty Kocie będziesz musiał obejść się smakiem ;)




Lody waniliowe 

500 ml tłustego mleka
50 g cukru
1 laska wanilii
5 żółtek

Mleko wlać do rondla, dodać połowę cukru i ziarenka wanilii, doprowadzić do wrzenia.
Żółtka roztrzepać z resztą cukru na jasną, niezbyt gęstą masę.
Gorące mleko wlewać stopniowo do ubitych żółtek, ciągle mieszając.
Masę wlać z powrotem do garnka i podgrzewać na małym ogniu.
Kiedy masa zgęstnieje i zacznie oblepiać łyżkę, którą ją mieszamy, zdjąć z ognia.
Masę przełożyć do miski, przykryć, ostudzić i schłodzić w lodówce.
Zimną masę przelać do maszynki do lodów i postępować zgodnie z instrukcją obsługi.
Kto nie posiada maszynki do lodów, może przelać masę lodową do płaskiego pojemnika,
włożyć do zamrażalnika i co pół godziny, przy użyciu miksera, mieszać masę,
aż do uzyskania kremowej konsystencji.




Tych, którzy jeszcze zastanawiają się,
czy warto poświęcić trochę czasu na robienie lodów w domu,
zachęcam do przeczytania składu tych ze sklepu ;))



wtorek, 22 stycznia 2013

Sałatka Gennaro, risotto z karczochami i impreza u Anki

W końcu nadszedł ten dzień!
Spełniło się marzenie Anki Wrocławianki!
Do Zwierzolubnych (do których należę i ja:)) zapisała się
upragniona przez Ankę setna (100!) rodzina, a zaraz za nią kolejne.
Szalona Anka Wrocławianka postanowiła to uczcić wielką imprezą
i poprosiła, między innymi mnie, o przygotowanie poczęstunku na tę okoliczność.
Przyznacie, że przygotowanie posiłku dla ponad 100 rodzin, to nie lada wyzwanie?!
Szczególnie jeżeli ma się takich pomocników, jak na załączonym poniżej obrazku;)




Tak, ci dwaj panowie zbytnio się nie napracowali!

Na szczęście w wirtualnym świecie wszystko jest możliwe
i choć miałam do przygotowania całkiem sporo porcji, udało się;)
Mam nadzieję, że nikt nie wróci do domu głodny.
Dokładki przewidziane!
Ściągam fartuch i idę świętować do Anki Wrocławianki
Doszły mnie słuchy, że Kamila przygotowała dla nas jakiś pyszny deser:)




Sałatka Gennaro, 
czyli włoska wersja sałatki nicejskiej
przepis z książki Jamiego Olivera, Włoska wyprawa Jamiego

400 g małych, kleistych ziemniaków
czarny pieprz
sól
4 jaja
2 czubate łyżki solonych kaparów
2 cytryny
1 puszka/słoik tuńczyka w oleju 220 g
1/2 świeżej papryczki chili
oliwa z oliwek ev
1 duża garść rukoli
1 duża garść liści różnych gatunków sałaty
1 mała czerwona cebula
4 solone sardele

Ziemniaki obrać i gotować w osolonej wodzie do miękkości.
Jajka ugotować na twardo, ostudzić i obrać.
Kapary opłukać, osączyć, włożyć do miski  i polać sokiem z 1 cytryny.
Liście sałaty i rukolę umyć i osuszyć.
Ugotowane, gorące ziemniaki osączyć, podzielić na mniejsze kawałki i wrzucić do miski  z kaparami.
Dodać 5 łyżek oliwy, szczyptę czarnego pieprzu i soli, plasterki cebuli i posiekane chili, wymieszać.
Kiedy ziemniaki ostygną do temperatury pokojowej, dodać kawałki tuńczyka,
porwane na kawałki listki sałaty, rukolę i jajka pokrojone na ćwiartki.
Skropić oliwą, delikatnie wymieszać, wyłożyć na talerze i przybrać filetami z sardeli.





Risotto z karczochami
na podstawie przepisu z książki Jamiego Olivera, Włoska wyprawa Jamiego

500 ml bulionu warzywnego
oliwa
2 łyżki masła
2 gałązki selera naciowego
1 cebula
1 ząbek czosnku
200 g ryżu na risotto
kieliszek wytrawnego białego wina
250 g karczochów z puszki lub słoika
pieprz
sól
sok i skórka z ćwiartki cytryny
2 garście tartego parmezanu
1 garść świeżych listków mięty

Bulion warzywny podgrzać. Karczochy osączyć.
Kilka połówek karczochów (1-2 na porcję) zostawić w całości, resztę pokroić w cienkie paski.
W garnku rozgrzać oliwę i 1 łyżkę masła, dodać drobno posiekany seler, cebulę i czosnek.
Dusić na małym ogniu przez 15 minut, nie rumieniąc warzyw.
Następnie dodać ryż, zwiększyć ogień i smażyć mieszając, aż ryż stanie się szklisty.
Dodać wino i dalej mieszać.
Kiedy ryż wchłonie wino, dodać chochlę gorącego bulionu i szczyptę soli.
Zmniejszyć ogień tak, żeby ryż lekko bulgotał.
Kiedy ryż wchłonie pierwszą chochlę bulionu, dodawać kolejne, ciągle mieszając.
Po 15 minutach ryż powinien być gotowy.
Pięć minut przed końcem gotowania dodać pokrojone w paski karczochy.
Kiedy ryż będzie miękki, zestawić garnek z ognia, dodać łyżkę masła, parmezan i sok z cytryny.
Doprawić pieprzem i solą jeżeli to konieczne.
Połówki karczochów wymieszać ze startą skórką z cytryny, listkami mięty i niewielką ilością oliwy.
Risotto nałożyć na talerze, na wierzchu ułożyć połówki karczochów,
polać sosem pozostałym w misce, w której były przyprawiane połówki karczochów.
Przed podaniem posypać tartym parmezanem.




Wyżej wymienione dania są poczęstunkiem dla zwierzolubnego personelu, czyli istot ludzkich.
Dla futrzastych przewidziałam inne przysmaki.
Nie są one jednak na tyle fotogeniczne, aby je tu pokazywać;)


piątek, 21 grudnia 2012

Nie samą rybą...pieczony boczek z majerankiem i szałwią




Najpiękniejszy jak dotąd poranek tej zimy.
Słońce odbija się w każdym płatku śniegu.
Jedziemy do miejsca znanego tylko z opowieści, gdzie czas płynie wolniej,
a ludzie, choć nie bez problemów, żyją spokojniej.
Drzewa niczym lodowe rzeźby pochylone nad drogą, zachwycają swoją formą.
Nie mogę oderwać oczu od przewijających się przed szybą obrazów.
Docieramy do celu, poznajemy ludzi i miejsce.
Podziwiamy wprawną rękę, która dzieli i porcjuje.
Nie dla wszystkich widok przyjemny...
Później układamy, pakujemy i sprzątamy.
W przytulnym cieple, jemy świeżonkę i domowej roboty kiszone ogórki.
Wracamy do domu z pełnym bagażnikiem.
Czeka nas mnóstwo pracy, ale nikt się nie skarży.
Nazajutrz powstaje kilka słoiczków smalcu i pieczony boczek.
Prawdziwe zimowe przysmaki.




Pieczony boczek z majerankiem i szałwią

1,5 kg surowego boczku
5 łyżeczek suszonego majeranku
1 łyżka posiekanej szałwii
5 ząbków czosnku
2 łyżeczki soli

Boczek przeciąć w połowie grubości ( nie przecinając do końca) i rozłożyć jak książkę.
Wewnętrzną stronę natrzeć ziołami, czosnkiem i połową soli.
Zwinąć w roladę, związać sznurkiem (ja nie zrobiłam tego zbyt dokładnie;)) i natrzeć resztą soli.
Włożyć do piekarnika nagrzanego do 180°C i piec 1,5 godziny.




Zapach tego boczku wywabia z kryjówki nawet największe niejadki.
A oto dowód!;)




Nie dajcie się przedświątecznej gorączce :)
Miłego weekendu!

czwartek, 29 marca 2012

Twaróg domowy


Raz w tygodniu, dzięki pewnej osobie, mam możliwość nabywania mleka prosto od krowy.
Dla mnie to naprawdę coś, ponieważ mieszkam w mieście, gdzie takie rarytasy należą do rzadkości.
Słodkiego mleka nie pijam, ale bardzo lubię zsiadłe, jogurt i serek jogurtowy, o których pisałam tu.
Najbardziej jednak, z mlecznych przetworów, lubię twarożek.
Nigdy nie uważałam, że robienie domowego twarogu jest trudne.
Oczywiście zdarzyło się, że zamiast pysznego, kremowego twarożku, 
wyjmowałam z sitka suche, gumowate kulki :)
Dlaczego? Dlatego, że dopuściłam do zagotowania mleka. 
Nie zniechęciło mnie to jednak, bo domowy twaróg jest pyszny.
W zależności od ukwaszenia mleka, może być mniej lub bardziej kwaśny.
Taki jak lubicie!
Zachęcam do jego zrobienia tych, którzy jeszcze nie próbowali :) 



Twaróg z kwaśnego mleka

mleko 
zakwas, opcjonalnie
sitko 
gaza

Jeżeli używacie mleka 'prosto od krowy', 
wystarczy przelać je do kamiennego lub szklanego pojemnika, 
przykryć czystą szmatką i odstawić w temperaturze pokojowej na 2 dni.
Po tym czasie uzyskacie mleko zsiadłe, gotowe do produkcji twarogu.

Aby ukwasić mleko pasteryzowane, które nie zawiera bakterii fermentacji mlekowej,
trzeba dodać do niego około 3% zakwasu, w postaci kupionego zsiadłego mleka lub maślanki.
Przed dodaniem zakwasu należy mleko doprowadzić do temperatury pokojowej.
Po 2 dniach w temperaturze pokojowej, mleko powinno się ukwasić.

Kwaśne mleko podgrzać na bardzo małym ogniu lub w kąpieli wodnej, 
mieszając od czasu do czasu, do momentu aż serwatka oddzieli się od białka.
Aby twaróg się udał, temperatura w garnku nie może przekroczyć 45°C.
Im wyższa temperatura, do której podgrzejecie mleko, 
tym twaróg wyjdzie bardziej suchy i kruszący. 
Jeżeli zależy Wam na kremowej konsystencji,  nie podgrzewajcie mleka zbyt długo.

Zawartość garnka wylać na sito, wyłożone gazą, 
powiesić nad garnkiem i poczekać aż serwatka odcieknie.
W celu przyspieszenia tego etapu, można obciążyć twarożek, 
ale spowoduje to, że twaróg będzie bardziej suchy.

Zwykle robię twaróg wieczorem i zostawiam go na noc, w chłodnym miejscy, aby powoli odciekał.

I jeszcze jedno! Nie wylewajcie serwatki! 
Jest bogata w sole mineralne, witaminy i oczyszcza organizm z toksyn. 


A na koniec sesji zdjęciowej, po cichutku zjawił się Kot :)
Odkąd jest u nas, nigdy nie pił mleka i na szczęście mu nie posmakowało.
Mądry Futrzak!